Wczoraj mnie #Holandia po raz kolejny zaskoczyla - pozytywnie oczywiscie.
Pisalem wczesniej, ze mialem troche przebojow ze zgloszeniem przejazdu pociagiem, a formularz nie przyjmuje polskiego formatu telefonu.
No coz... problemow: zero.
Umowione spotkanie bylo na peronie, przy windzie (w formularzu mozna wybrac gdzie chcemy sie spotkac z asystent(k)ami). O czasie (nawet troche przed) przyszly dwie babeczki (mialy oprocz mnie jeszcze jedna dziewczyne, ktora potrzebowala asysty). Rampy wjazdowe do pociagu sa na kazdym peronie - po prostu czekaja na taka sytuacje jak ta.
Do tego... w ciagu ostatnich 10 lat "flota" NS (kolei) powiekszyla sie o 3. rodzaj pociagow. Wczesniej byly sprintery (kolej podmiejska, takie nasze koleje slaskie) i intercity - zolto-niebieskie duze pociagi z pietrowymi wagonami, wymagajace rampy).
Teraz w intercity jezdzi jeszcze jeden typ - cos jak nasze IC z Pesy, bezprzedzialowe, moze troche mniejsze.
Z plaska podloga i specjalnym stopniem, redukujacym szczeline miedzy peronem a pociagiem - i takim wlasnie jechalem, wiec rampa nawet nie byla konieczna.
O windach na perony nawet nie mowie, bo to oczywistosc, i to sa normalne, pionowe windy, a nie przyschodowe platformy, do ktorych klucz ma jakis SOKista.
A co do tego telefonu, to wiecie co... w Polsce od razu to wpisujemy, bo sie boimy, ze nie bedzie pomocy, ze trzeba bedzie odkrecac jakis chaos, dzwonic po wszystkich swietych. W Holandii tak nie ma - tam jak jest umowione spotkanie o 10:30 to przychodza o 10:30, po prostu.
#niepelnosprawnosc #dostępność