Czego słuchałem w 2025?
Spotify przysłał mi jedno muzyczne podsumowanie roku, Last.fm drugie. Oba oparte głównie na muzyce której słuchałem przez Spotify (streaming) albo foobar2000 (lokalnie), więc oba wybrakowane. Chcę tutaj te braki uzupełnić o pewien kontekst – i może przy okazji podsunąć komuś jakieś płyty warte uwagi.
⁉️ Ale dlaczego liczby kłamią?Podsumowania Spotify Wrapped i Last.FM Playback uważam za wybrakowane, bo nie obejmują koncertów i odsłuchów z CD i winyli. Nie mówią też, co było dla mnie w tym roku nowością, a co odgrzewanym kotletem.
⚠️ To nie jest wpis o nowych płytach!Piszę tu zarówno o nowościach z 2025, jak i nieco starszych wydaniach, które dopiero w 2025 przykuły moją uwagę. Dlatego też ten wpis nie jest tradycyjnym tekstem w stylu „moja topka płyt z 2025”, tylko przekrojowym felietonem.
Soulwax i przyjaciele
Rok 2025 przyniósł długo wyczekiwany1 album grupy Soulwax: All Systems Are Lying. Opinie na jego temat są mieszane, ale dla mnie to dobra płyta. Bracia Dewaele objęli swój krążek klamrą akustycznego pianina, a treść wypełnili elektronicznym rockiem nagranym bez użycia gitar.
Słuchanie tej płyty jest jak całonocne imprezowanie. Za bifor służą tu psychodela i perkusje (Pills And People Gone, Run Free). Potem impreza się rozkręca (New Earth Time, All Systems Are Lying), aż do punktu kulminacyjnego w postaci Hot Like Sahara. A na koniec afterparty: Engineered Fantasy z brzmieniem jak u Justina Timberlake’a i zamykająca wstawka Distant Symphony, tworząca nastrój wychodzenia z wrocławskiego Nieba o szóstej nad ranem.
Jednak nowa płyta to nie wszystko, bo bracia Dewaele mają też wytwórnię DEEWEE. Ona również miała niezły rok. Wypuścili m.in. imprezowy krążek Marie Davidson (o tym później), bujającą EP-kę duetu Asa Moto i podszyty nostalgią ambient Natashy Pirard. Ten rozstrzał gatunkowy dobrze uzupełnia profil wytwórni. I tym bardziej zachęca mnie do dalszego gromadzenia ich winyli.
https://open.spotify.com/playlist/7l9HPlNGDv1n6a3UTyyVlx?si=0596c6f348a44a12
Muzyka z pazurem
W 2025 trafiło mi się sporo muzyki „z pazurem”. Na przykład grupa Wet Leg wydała swój drugi album, moisturizer. Na nim znajdziemy przyjemny wokal i brzmienia oscylujące między ostrym graniem a chwytliwą melodią (porównajcie magnetout z pillow talk). Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy słuchałem tego podczas jazdy autem.
Byłem też na OFF Festivalu, gdzie przypadkiem trafiłem na koncert duetu Soft Play z materiałem z płyty Heavy Jelly z 2024 roku (ewentualnie rozszerzonej wersji z 2025, Heavier Jelly). Urzekły mnie te bezpardonowe riffy przypominające trochę Rage Against The Machine, trochę Panterę, a trochę Death From Above 1979. Pewnie gdybym stał bliżej sceny, poleciałbym w pogo przy Punk’s Dead albo Act Violently. Ale że stałem gdzieś daleko z tyłu, to pozostało mi tylko wałkować tę płytę przy bieganiu.
Jak już piszę o koncertach, to poszedłem też zobaczyć hip-hopowe trio clipping. we wrocławskim klubie Ciało. Choć może określenie „hip-hopowe” nie do końca tu pasuje, bo ci amerykanie już od lat próbują zatrzeć granice między hip-hopem a muzyką klubową, a ich najnowsza płyta Dead Channel Sky zdaje się być tego punktem kulminacyjny. Słychać to zwłaszcza na kawałkach takich jak Keep Pushing czy Mirrorshades Pt.1 (ten drugi – z rozszerzonej wersji płyty, Dead Channel Sky Plus).
Skoro wspominam o rapie, to nie do pominięcia była płyta DON’T TAP THE GLASS, za sprawą której Tyler, the Creator w 2025 stał się artystą roku według Apple2. Nie dziwi mnie to. Tyler zrobił coś, co Kanye West robił parę lat temu: wypuścił znienacka 30-minutowy album z praktycznie samymi hitowymi trackami, czego sztandarowym przykładem jest viralowy Sugar On My Tongue.
https://open.spotify.com/playlist/29lAzoeoUs6KtEJrklpyU3?si=a23c0489856f4dc4
Klubowe, tylko takie trochę dziwne
Dużo ciekawego działo się też na szeroko rozumianej scenie klubowej. W grudniu poszedłem na występ duetu KOMPROMAT (Vitalic i Rebeka Warrior) w klubie Smolna38, w Warszawie. Występowali tam, bo w styczniu wypuścili nową płytę PLДYING / PRДYING, która odkopała we mnie tę odrobinę nostalgii za muzyką dance z lat zerowych, rodem ze szkolnych dyskotek (LIFT ME UP, I DID NOT FORGET YOU). Ale żeby nie było – ogólna koncepcja jest tu jednak nastawiona na ostrzejszy rave, a nie imprezy dla dzieci – co potwierdziła Rebeka na scenie. A w zasadzie – na rękach publiki, z butami na suficie.
A propos rave’ów, to miałem wspomnieć o nowej, imprezowej płycie Marie Davidson zatytułowanej City Of Clowns i wydanej przez wspomniany już label DEEWEE. Ta kanadyjska artystka chyba nie jest szerzej znana w Polsce, a szkoda, bo chętnie pobujałbym się w jakimś klubie do Sexy Clown albo poskakał przy numerze Contrarian. A tak, to pozostaje mi czekać na jakiś zagraniczny festiwal z Marie w line-upie.
Na wzmiankę zasługuje też Baxter Dury z nową płytą, Allbarone. Trafiłem na nią kompletnym przypadkiem – wcześniej nawet nie wiedziałem o istnieniu tego gościa. Ale już przy pierwszym odsłuchu Allbarone, Schadenfreude i Return Of The Sharp Heads miałem wrażenie, że znam te szlagiery od lat. Dlatego cały album szybko zagościł w mojej kolekcji winyli i pewnie trafiłby jeszcze do Spotify Wrapped, gdyby to opóźniło się o jakieś dwa tygodnie.
https://open.spotify.com/playlist/7H2fEcwrGlLYJn8NCAmvxY?si=ed692d5cb23848ab
Elektroniczne tło
Słucham też dużo spokojniejszej muzyki, a w tym temacie zaskoczeniem był Daniel Avery z nowym albumem Tremor. Brytyjski producent zrezygnował na nim z większości „ścian dźwięku” i odbiegł jeszcze dalej od techno niż miał to w zwyczaju na ostatnich płytach. Wyszło mu to dobrze, bo cały krążek jest dzięki temu zróżnicowany i balansuje między spokojem Boards of Canada i uderzeniem jak w Die Antwoord. Wystarczy porównać utwory Until The Moon Starts Shaking i Greasy off the Racing Line, żeby się przekonać.
Tutaj chciałbym na chwilę cofnąć w czasie. Wspomniałem o Boards of Canada, a to przypomniało mi o Bowery Electric, którego też trochę słuchałem. To spokojna i relaksująca elektronika w której dzieje się wystarczająco dużo, by słuchacza nie znudzić, ale też wystarczająco mało, żeby nadawała się na tło do pracy albo powolnego przysypiania. Polecam sprawdzić utwory Beat i Empty Words – ich brzmienie wyjaśni temat lepiej, niż byłbym w stanie tu opisać.
Teraz wróćmy znów do 2025. Nową płytę, zatytułowaną Softic 2, wydała rosyjska artystka o pseudonimie Soft Blade. Jej muzykę pokazał mi pewnego razu kuzyn i dość szybko trafiła do mojej rotacji – i mówię tu nie tylko o tej nowej płycie. Dlaczego? Bo te rosyjskojęzyczne wokale na chłodnym, house’owym instrumentalu to coś, co mogła stworzyć chyba tylko osoba z kraju z Syberią, a ja – jako mieszkaniec Europy tak zwanej środkowo-wschodniej – mam czasem ciągoty do takich dźwięków. Na pierwszy ogień polecam kawałki Ne Naprasno i Yugosliavskiy Groove.
https://open.spotify.com/playlist/1C0sXZxSSIuFk1WDhEHwTm?si=9a5d1c1c170245ee
Odrobina artyzmu
Rok 2025 był też dla mnie rokiem ponownego odkrywania muzyki, o której zdążyłem zapomnieć. Najlepszym tego przykładem jest Kurt Vile, którego folkowy krążek Bottle It In z 2018 towarzyszył mi przez całą jesień. Zaczęło się od przypadkowego zasłyszenia kawałka Come Again w jakiejś śniadaniowni. Parę tygodni później, prawie 8-minutowy numer Check Baby z tego samego albumu stał się jednym z moich osobistych hitów tego roku.
Podobnie było z zespołem The Brian Jonestown Massacre. W ubiegłym roku oglądałem jakiś film, którego tytułu już nawet nie pamiętam, ale miał w soundtracku utwór Anemone. Usłyszenie go szybko sprawiło, że zachciało mi się znowu posłuchać tego dziwacznego folko-bluesa – więc płyty Who Killed Sgt. Pepper? i Their Satanic Majesties’ Second Request na dłuższą chwilę trafiły do mojej muzycznej rotacji.
Z mniej oczywistych „artystycznych” staroci, w zeszłym roku przypomniał mi się też Gotye. Tak, ten Australijczyk od radiówki Somebody That I Used To Know. Jego dyskografia to naprawdę ciekawy zbiór muzyki, którego nie powstydziłby się niejeden „art-popowy” czy „art-rockowy” artysta. Na początek polecałbym sprawdzić płyty Making Mirrors oraz Like Drawing Blood, zaczynając od kawałków Easy Way Out i The Only Thing I Know.
https://open.spotify.com/playlist/7M7L8GGqJNvoU4NKMfrStb?si=e0223cb7a1314625
Z polskiej sceny
Dawniej rzadko sięgałem po polskie płyty (zazwyczaj głównie Coals, Syny i Nagrobki). Pod tym względem rok 2025 trochę był inny. Zaczęło się od tego, że wygrzebałem gdzieś album !ROZJAZDY, który wypuścił jeszcze w 2024 roku !BEN. Ten w gruncie rzeczy smutny, choć porywający emo rock został ze mną na parę miesięcy, a kawałki !ROZJAZD i !ULTRA ZAJEBIŚCIE z miejsca trafiły do mojej listy klasyczków.
Z nowości, całkiem zapadł mi też w pamięć koncepcyjny album duetu Lordofon: Niesamowita Trupa Pana Hiroszimy. Nie jest może odkrywczy na poziomie tekstów ani muzyki, ale świetnie się go słucha jako całości, w zapętleniu. Na tyle, że zdecydowałem się na zobaczenie Lordofonu na żywo we wrocławskim Starym Klasztorze. I dobrze, bo Pan Hiroszima sprawdził się też dobrze w wersji na żywo. A co do płyty, to na start polecam kawałki Starboy i Prywatna wyspa.
Warto też odnotować, że pod koniec roku album-niespodziankę wypuścił Taco Hemingway. LATARNIE WSZĘDZIE DAWNO ZGASŁY to koncepcyjna kontynuacja Trójkąta Warszawskiego i Umowy o dzieło. Jest mrocznie i raczej smutno, ale z całej opowiedzianej tu historii złożyła się niezła płyta. Nostalgiczna i wciągająca. Najbardziej wpadły mi w ucho kawałki ZAKOCHAŁEM SIĘ POD APTEKĄ i PLAC TRZECH KRZYŻY, ale zdecydowanie polecam słuchać tego albumu w całości.
https://open.spotify.com/playlist/7F9kXo7PxhCUgZwuAyGNlu?si=83d779f9eec64eee
Przegląd staroci
W 2025 ogrywałem parę starych gier z serii Need For Speed, a gdy grałem w „Carbon”, niesamowicie wkręcił mi się riff z utworu Are ‚Friends’ Electric? grupy Tubeway Army, której wokalistą był Gary Numan. Wkręcił mi się do tego stopnia, że niedługo potem przesłuchałem kilka razy pod rząd cały album Replicas z 1979. I myślę sobie, że ten futuryzm pomieszany z nostalgią to zdecydowanie jedno z najlepszych znalezisk tego roku, za przykład czego uważam m.in. utwór Down in the Park.
Z innego miejsca wytrzasnąłem natomiast Alphaville. Niby człowiek ich znał, bo przecież mają na koncie kilka hitów, ale dopiero w tym roku, po kolejnym zasłyszeniu utworu Forever Young na siłowni i przypadkowej rozmowie, zdecydowałem się sprawdzić ich dyskografię. I jeżeli chodzi o album Forever Young z 1984, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że było warto. To właśnie na nim znajdują się klasyki takie jak Big in Japan czy Sounds Like a Melody, ale cała reszta utworów nie odstaje poziomem i wszystkie tworzą zaskakująco spójną całość.
https://open.spotify.com/playlist/3wL27GkMbxa7Xft7hHwfFs?si=aa1bd1cba5114161
Wardruna
Całkowicie przegapiłem w 2025 roku moment premiery płyty Birna norweskiego zespołu folkowego Wardruna. Zresztą, nawet po kilku odsłuchach, nadal nie byłem do niej przekonany. Ale ostatecznie porwała mnie, gdy zobaczyłem ten zespół na żywo we wrocławskiej Hali Stulecia. Sporo nietuzinkowych instrumentów na scenie, mocne wokale i niemal rytualna atmosfera – wszystko zrobiło to na mnie piorunujące wrażenie. Zwłaszcza, że muzyka była w centrum tego wszystkiego.
Jeżeli jakimś sposobem nie znacie tej grupy, to poniżej zamieszczam przekrojową playlistę z ich muzyką.
https://open.spotify.com/playlist/7d8W2XEOP6lYJcoQ8xgnln?si=06ebe565414f4d19
Kilka rozczarowań
Choć słuchałem sporo starszej muzyki, to i tak spotkało mnie kilka rozczarowań jeśli chodzi o nowo wydane płyty.
Na przykład Tame Impala z płytą Deadbeat. Nie wiem jak Kevin Parker doszedł do wniosku, że romantic techno to dobry pomysł. Płyta wyszła nudna, ale przynajmniej odechciało mi się jechać na ich koncert.
Trochę lepiej poradził sobie zespół Arcade Fire z płytą Pink Elephant, choć i tak po paru odsłuchach zrobiło się nudno, a po paru tygodniach już nawet nie pamiętałem za bardzo, co na tym krążku jest (no dobra, może z wyjątkiem kawałka Circle of Trust).
Dużym rozczarowaniem była też Sevdaliza. Nowy album zatytułowany HEROINA brzmi jak tandetne latino-disco nagrane pod niskich lotów kluby muzyczne, choć pewnie nawet i tam nie trafi. Odbiłem się od tej płyty po pierwszym odsłuchu, a drugi potwierdził dobitnie, że nie ma do czego wracać.
Nowe płyty wydały też zespoły Rise Against oraz White Lies. Jednak w obu przypadkach były one tak beznadziejnie przeciętne, że nie wiem nawet, co miałbym tu o nich napisać – więc pozostawię je bez komentarza i na tym zakończę to podsumowanie roku.
Podsumowanie podsumowania
Rok 2025 w muzyce był dla mnie z pewnością mniej odkrywczy niż parę ubiegłych lat, ale to dobrze. Stałem się bardziej wybiórczy jeśli chodzi o albumy, które sprawdzam . Zacząłem częściej wracać do artystów których od dawna znam, żeby poszukać nowych perełek w ich dyskografiach. I przestałem też gonić za wszystkimi nowościami przewalającymi się przez portale typu Pitchfork czy RateYourMusic.
Może i w 2025 nie poszerzyłem specjalnie swoich muzycznych horyzontów, ale przynajmniej jedno mi się udało: wypracowałem sobie w końcu jakąś strefę komfortu.
Cel na 2026: nauczyć się trochę lepiej pisać o muzyce.
A jak tam u Was, czytelnicy? Są tu jakieś osoby, które słuchają całych albumów, czy powoli mogę zacząć uważać się za dinozaura pod tym względem? Podzielcie się w komentarzach!
- Utwory z All Systems Are Lying można było usłyszeć już na trasie koncertowej z 2024 roku. Zobacz też: O koncercie Soulwax w Berlinie ↩︎
- Notka prasowa Apple: https://www.apple.com/pl/newsroom/2025/11/tyler-the-creator-is-apple-musics-artist-of-the-year-for-2025/ ↩︎
#BEN #Alphaville #AsaMoto #BaxterDury #BoweryElectric #clipping #DanielAvery #GaryNuman #Gotye #KOMPROMAT #KurtVile #Lordofon #MarieDavidson #NatashaPirard #RebekaWarrior #SoftBlade #SoftPlay #Soulwax #TacoHemingway #TheBrianJonestownMassacre #TubewayArmy #TylerTheCreator #Vitalic #Wardruna #WetLeg