Pani Anna Popek, związana z Telewizją Republiką:
"Pomaganie to Twój wybór, a nie społeczny przymus. Dziś niedziela, w której z każdej strony atakują nas czerwone serduszka. Media mainstreamowe i otoczenie wywierają silną presję – masz wrażenie, że jeśli nie masz naklejki na kurtce, to nie pomagasz. Ale czy dobroć da się zamknąć w jednym schemacie?"
Nie wiem ile trzeba samozaparcia, by twierdzić że wolontariusze WOŚP "atakują nas". Nigdy nikt mi nie podstawiał puszki pod nos, nigdy nie spotkałem się z ostracyzmem jeśli nie chciałem pomagać.
Więcej natomiast spotkałem "społecznego przymusu" ze strony środowiska bliskiego pani Annie - miałem się smucić podczas jakiejś rocznicy, widziałem jak narzucano obchodzenie komuś jakiś religijnych świąt albo ostracyzm kogoś kto mieszka tutaj a niezbyt ogarnia nasz język, kulturę czy wiarę (a odprowadza tak samo podatki).
Tak samo jak nie czuję "przymusu" kiedy w okresie Świąt Bożego Narodzenia zewsząd pokazuje mi się Caritas. Nie odczuwam "przymusu" jeśli nie wpłacam na chore dzieci, bezdomne zwierzęta czy głodujących w Afryce. Nie muszę i niekiedy zwyczajnie nie chcę.
I nie mam problemów by wpłacać jednocześnie na WOŚP, Dajemy Dzieciom Siłę, Szlachetną Paczkę, Caritas, Chleb Życia i zrzutki na Się Pomaga.
Politycy, któremu sprzyja środowisko pani Anny, przez tyle lat rządów również nie sprawili by nie trzeba było kwestować, wręcz przeciwnie, to za ich rządów zwiększyło się korzystanie z prywatnych usług medycznych.
I szczerze to czuję niesmak widząc takie wpisy, bo jednocześnie to środowisko dziennikarskie z którym pani Anna jest związana nie ma problemu z żebraniem o składki na działalność, wozy transmisyjne czy polityczne happeningi. I mógłbym czuć mniejszy niesmak, gdyby sami, mając rzekomo olbrzymie poparcie społeczne, uruchomili takie przedsięwzięcie.
Ale wy potraficie tylko narzekać, zniesmaczać i skłócać.
Grałem, gram i grać będę. I szanuję czyjś wybór, a będąc człowiekiem złośliwym to chciałbym żeby pani Anna Popek zrobiła chociaż 1% tego co WOŚP.
#WOŚP