Wczoraj miałem wątpliwą przyjemność zobaczyć, jak to Mazurek rozmawiał w #RMF z Dominiką Lasotą. Mam dwie uwagi:
1. Mazurek świetnie wypowiada się na tematy na których się nie zna. Lasota mówi, że ,,Martin Luter King Jr. [jak współcześni aktywiści klimatyczni] też był nazywany terrorystą.''
Może nie terrorystą ale jego poparcie społeczne było marne. Zaś FBI trzymało go na podsłuchu jako potencjalnego komunistę. Sam King też miał zdecydowanie ostrzejsze przemówienia, niż I have a dream. Po prostu został retroaktywnie zrehabilitowany przez liberałów jako ten rozsądny gość, który słowem ,,obalił rasizm...''
Mazurek jako dziennikarz polityczny, przygotowany na rozmowę z lewicową aktywistką oczywiście... Popisuje się brakiem wiedzy, czy choćby wiary, że w USA lat 50 i 60-tych większość mogła nielubić Kinga. No i to prowadzi nas do drugiej obserwacji.
2. Mazurek kocha upupianie. Zamiast zweryfikować to albo bezpiecznie się wycofać, Mazurek pyta Lasotę o wykształcenie, okazuje się, że ma średnie, sytuacja opanowana, gówniara się mądruje, a nawet studiów nie skończyła.
Przepraszam bardzo ale co to jest? Wywiad w szanowanym medium przez dziennikarza politycznego? Bo ja widzę tylko puste retoryczne prężenie muskułów.
Mazurek przeszedł chyba przez cały playbook taniej dyskredytacji aktywistów klimatycznych. Gdyby zachować jednakową ortodoksję w kontekście do Mazurka, należałoby oczekiwać od niego pochwały pracy dzieci w kopalniach, wszak używa współczesnej elektroniki.
Gdyby Lasocka była doświadczoną i dobrze przeszkoloną medialnie osobą, Mazurek zostałby tam merytorycznie połamany. Jednak Mazurkowi udało się pokazać, że jest silniejszy retorycznie od 22-latki, a czy mądrzejszy to kto się by tam przejmował. Ważne, że Julka zaorana.